Reklama
  • Czwartek, 3 marca (15:00)

    Polacy są lekomanami. Co nam grozi?

Z roku na rok rośnie liczba zażywanych przez nas medykamentów. Nie konsultujemy ich stosowania z lekarzem – zamiast tego porad szukamy w internecie. W efekcie na skutek zatrucia lekami każdego roku blisko 20 tys. Polaków trafia do szpitali.

Reklama

W 1874 roku wprowadzono na rynek pierwsze tabletki – i był to prawdziwy przełom w medycynie. Ale szybko przyswajalne lekarstwa nie tylko ułatwiły leczenie. Stały się też źródłem problemu, bowiem zaczęły być nadużywane, zwłaszcza nad Wisłą.

Już w latach 60. ubiegłego stulecia znany poeta ­Ludwik Jerzy Kern pisał: „jak chleb, jak bułki, tak naród na co dzień pigułki”.

Dziś leczenie się na własną rękę przybrało postać epidemii, a do szpitali z powodu zatruć lekami trafiają każdego roku tysiące osób.

Przodujemy w Europie – statystyczny Polak zażywa 1460 tabletek rocznie.

Niechlubną rekordzistką była niedawno 64-letnia kobieta, która tuż przed śmiercią przyjmowała 70 tabletek dziennie.Aż 90% zażywanych przez nią preparatów było przepisanych przez różnych lekarzy: kardiologa, psychiatrę, reumatologa, gastrologa i laryngologa.

To skrajny przypadek, ale statystyki są niepokojące. Tylko w 2015 roku na leki wydaliśmy 29,8 mld zł – o 4,8% więcej niż w poprzednim. Tym samym Polacy pobili swój rekord wydatków na tabletki, pigułki i syropy.

Ponad 1/3 tej kwoty przeznaczyliśmy na medykamenty bez recepty. Jeśli chodzi o liczbę kupionych opakowań, zajmujemy w Europie czwarte miejsce, za Francją, Niemcami i Włochami. Ale jeśli przeliczymy to na liczbę mieszkańców, lądujemy na początku zestawienia.

Każdy z nas kupuje średnio 34 opakowania lekarstw rocznie: daje to 4 tabletki dziennie. Eksperci biją na alarm – jesteśmy narodem lekomanów!

– Polacy zużywają znacznie więcej niesterydowych leków przeciwbólowych niż inne nacje. Naszą skłonność do lekomanii zauważano już dawno. Każdego roku zwiększa się w Polsce sprzedaż substancji dostępnych bez recepty – ostrzega dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

Czy lek kupiony w kiosku może być groźny?

Dane Ministerstwa Zdrowia nie pozostawiają złudzeń. – Liczba zatruć lekami wymagających hospitalizacji to około 20 tys. rocznie – mówi Danuta Jastrzębska z resortu zdrowia. Największym grzechem polskich pacjentów jest ignorancja.

Nie konsultujemy zażywania medykamentów ze specjalistą – zamiast tego szukamy informacji w internecie. Na domiar złego tylko co ósmy z nas czyta ulotkę dołączoną do opakowania, wyjaśniającą, jaki wpływ na zdrowie ma niewłaściwe dawkowanie.

Wiele osób uważa, że jeśli leki są sprzedawane bez recepty, to można je brać w nieograniczonych ilościach, tym bardziej że znaczna ich część jest dostępna w kioskach, na stacjach paliw czy w supermarketach.

Nic bardziej mylnego. Może się to skończyć nawet zagrożeniem życia. Ośrodek Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków alarmuje, że jeśli pacjent przyjmuje równocześnie pięć różnych leków, to w 88% przypadków któryś z nich nie działa tak jak należy.

Przedawkowanie zwykle wynika z faktu, że wiele leków o bardzo różnych nazwach handlowych zawiera tę samą substancję czynną. Najpopularniejszą z nich jest paracetamol, obecny w blisko 100 medykamentach.

To w jego przypadku najczęściej dochodzi do nieświadomego przedawkowania. Pacjenci zażywają równocześnie np. Codipar, Panadol i Apap, myśląc, że stosują trzy różne środki, podczas gdy wszystkie zawierają paracetamol.

Łatwo więc przekroczyć bezpieczną dawkę dzienną 4 gramów – a już 6 gramów wystarczy, by doszło do uszkodzenia wątroby. Niebezpieczeństwo zatrucia się paracetamolem związane jest również z opóźnionymi objawami, jak np. w przypadku trujących grzybów.

Reakcje występują często dopiero po 24–48 godzinach. Wtedy wątroba jest już na tyle zniszczona, że trudno ją uratować i wymaga przeszczepu.

W skrajnych sytuacjach może dojść nawet do śmierci, jak pokazał kilka miesięcy temu przypadek 60-latka z Opola – zmarł na skutek nieświadomego przedawkowania rzekomo niegroźnego paracetamolu.

Jak niebezpieczny może być medyczny koktajl?

Podobny problem wiąże się z ibuprofenem, który na rynku występuje pod ponad 40 nazwami handlowymi. Zdradliwa może być też pyralgina – niegdyś popularny w Polsce lek przeciwbólowy, wycofany z obrotu w USA i większości krajów Europy.

Zawiera metamizol, który przy dłuższym podawaniu może spowodować uszkodzenie wątroby i nerek oraz groźną chorobę krwi: agranulocytozę.

Co jeszcze? Leki przeciw przeziębieniu oraz zapaleniu zatok zawierają pseudoefedrynę. Przyjmowanie jej w nadmiernych dawkach działa szkodliwie na mięsień sercowy, może powodować kołatanie serca, arytmię i skoki ciśnienia.

Trze ba podkreślić, że pewnych substancji nie można też ze sobą łączyć. – Interakcje lekowe dotyczą także medykamentów stosowanych bez recepty. Na przykład dowiedziono szkodliwości jednoczesnego zażywania kilku niesteroidowych leków przeciwzapalnych. Nie są wtedy bardziej skuteczne, zwiększa się natomiast ryzyko uszkodzenia przewodu pokarmowego, wątroby i nerek – tłumaczy dr Hamankiewicz z Naczelnej Izby Lekarskiej.

Komu właściwie pomagają suplementy?

Oddzielną grupę specyfików sprzedawanych bez recepty stanowią suplementy diety.

– Oczywiście nie są to leki, ale mogą zawierać substancje czynne. Niekoniecznie pomogą, a zdarza się, że zaszkodzą. Tutaj szczególnie trzeba uważać na preparaty zawierające miłorząb japoński, żeń-szeń i dziurawiec oraz sok z owoców noni – wylicza dr Jarosław Woroń z Uniwersyteckiego Ośrodka Monitorowania i Badania Niepożądanych Działań Leków CM UJ w Krakowie.

W myśl polskiego prawa suplementy nie są traktowane jak lekarstwa, a... produkty spożywcze, niczym chleb czy mleko. W naszym kraju badania dotyczące skuteczności działania suplementów i witamin nie są wymagane, aby więc dopuścić dany preparat do obrotu, wystarczy go zarejestrować.

Zanim lek innowacyjny trafi do sprzedaży, od momentu wynalezienia aż po ostatnie testy może minąć do 20 lat. Nawet gdy chodzi o lek bez recepty, procedura wejścia na rynek zajmuje dwa lata. W przypadku suplementów wystarczy kilka miesięcy. Nie podlegają one również nadzorowi Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.

– Jestem przekonany, że zdecydowana większość suplementów diety nie działa, bo jaka jest możliwość wchłaniania krzemu w różnych produktach, które mają poprawiać stan włosów i paznokci – zastanawia się dr Marek Jędrzejczak, wiceprezes Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Mimo to Polacy darzą suplementy zaufaniem, co potwierdza nowy raport firmy SW Re­search. Aż 64% respondentów uznało, że ich stosowanie ma pozytywny wpływ na zdrowie, a jedynie 4% jest zdania, że mogą być szkodliwe.

Takie podejście ma swoje wyraźne odzwierciedlenie w rynku: w tym roku pobiliśmy kolejny rekord zażywania suplementów. Tylko w pierwszym półroczu 2015 roku wydaliśmy na nie 1,5 mld zł, kupując 94,5 mln opakowań. To aż o 22 mln więcej niż w porównywalnym okresie 2012 roku!

Tendencja wzrostowa utrzymuje się od lat. Co do jednego nie ma wątpliwości. Suplementy diety najskuteczniej pomagają… samym koncernom farmaceutycznym, które na nich zarabiają.

Cudowny lek z internetu czy twoja ostania tabletka?

Najpoważniejszym błędem jest jednak kupowanie przez internet specyfików niewiadomego pochodzenia. Wiele „rewelacyjnych” substancji na odchudzanie może się okazać naszymi ostatnimi.

Dwa lata temu młoda warszawianka, chcąc zrzucić kilka kilogramów, kupiła w internecie środek o nazwie dinitrofenol (DNP). Na forum wyczytała, że działa szybko i skutecznie. Nie wiedziała, że był wykorzystywany przez amerykańskie wojsko jako broń chemiczna do niszczenia pastwisk i lasów podczas wojny w Wietnamie.

Kobieta tuż po zażyciu tabletek dostała gorączki powyżej 40 stopni Celsjusza i najzwyczajniej ugotowała się od środka. Przechwycone przez policję „lekarstwa” zamiast właściwych substancji zawierały kwas borny, pył ceglany, cement, pył kredowy, pastę i lakier do podłóg, atrament, talk, a nawet arszenik i strychninę.

– Sfałszowane leki niosą ogromne ryzyko związane m.in. z obecnością zanieczyszczeń, w tym substancji rakotwórczych, toksycznych czy metali ciężkich – tłumaczy dr Anna Kowalczuk, zastępca dyrektora ds. badań kontrolnych Narodowego Instytutu Leków (NIL).

Wynika to z braku nadzoru nad warunkami wytwarzania, stosowanymi surowcami oraz procesem technologicznym. Tylko w 2014 roku NIL przeprowadził 1097 badań leków nielegalnych i sfałszowanych dostarczonych przez policję, prokuraturę, straż graniczną oraz CBŚ.

Wśród leków, które najczęściej są podrabiane, od lat królują viagra, anaboliki, preparaty na odchudzanie i środki psychotropowe. Instytucje Unii Europejskiej szacują, że nawet 90% medykamentów dostępnych w sieci może być fałszywych!

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przestrzega, że na skutek zażycia leków podrabianych i produkowanych w niehigienicznych warunkach umiera rocznie ponad pół miliona ludzi. Zastanówmy się więc, czy warto ryzykować zdrowie i życie dla obietnicy szybkiego efektu lub zaoszczędzenia kilku złotych.

Oczywiście nie chodzi o to, że branie jakichkolwiek leków bez recepty czy suplementów diety jest niewłaściwe. Należy jednak pamiętać, że przeznaczone są one do krótkotrwałego stosowania, czyli do czasu wizyty u lekarza.

Objadanie się nimi bez opamiętania może przynieść skutek odwrotny od zakładanego. Niekiedy zwykły spacer lub przejażdżka rowerem potrafi zdziałać więcej niż rzekomo cudowny preparat na smukłą sylwetkę. I nie będzie mieć skutków ubocznych.

To i Owo

Zobacz również

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.